Home > Program
Dwa plenerowe, pokazy Rock'n'Rolla Guya Ritchie

Rock'n'Rolla, reż. Guy Ritchie, Wielka Brytania / UK, 2008, 114 min

Pokazy:
Taras Klubu / Teatru Atelier w Sopocie
Poniedziałek, 10 sierpnia, około godziny 22.00

Ogród Klubu Papryka w Sopocie
Sobota, 15 sierpnia, około godziny 21.30

Wstęp wolny

Zapraszamy na dwa specjalne pokazy filmu Rock'n'Rolla, który nie był dotąd prezentowany w polskich kinach.

“To miasto jest moje.” Ale jego posiadanie staje się coraz droższe dla wytrawnego londyńskiego gangstera Lenny’ego Cole’a. Bogata zagraniczna mafia wkracza do gry, przeprowadzając szemraną transakcję sprzedaży przybrzeżnych terenów. Drobny złodziejaszek i jego ekipa myślą, żeby działać na dwa fronty, na większą skalę. Dodajcie do tego twardą jak lód księgową, solistów rockowych, którzy po trupach chcą zwiększyć sprzedaż i zostać muzycznymi szychami, zaginiony obraz i szaloną plątaninę kasy i mięśni, a dostaniecie prawdziwego Rock ’n’ Rolla.

Dziki i zabawny szwindel, odjazdowe kinowe połączenie seksu, przekrętu i rock ‘n’ rolla w reżyserii Guya Ritchie, autora “Przekrętu”, “Porachunków” i “Revolwera”.

RECENZJA

Zwolennicy teorii głoszącej, że winę za spadek formy Guya Ritchiego ponosi Madonna, dostali do rąk niezły argument. Wprawdzie "Rocknrolla" powstawała jeszcze za małżeńskich czasów, ale można chyba zaryzykować stwierdzenie, że nie stały one już pod znakiem rodzinnego szczęścia.

Pomijając jednak przyczyny artystycznej regeneracji, nietrudno zauważyć, iż Ritchie nakręcił nowy film tak, jakby wróciły mu siły witalne. Angielski reżyser powtórzył formułę "Porachunków" i "Przekrętu" , co oznacza dynamikę, energię, formalne fajerwerki, a przede wszystkim - pomysłowe dialogi.

Cięte rozmowy, pełne błyskotliwych ripost i porównań, prowadzą ze sobą - jakżeby inaczej - członkowie londyńskiego półświatka. Tym razem rządzący stolicą Anglii gangsterzy nie mierzą się z wkurzonymi Cyganami, lecz napotykają problem w postaci obcego kapitału. Wzorowany na Romanie Abramowiczu rosyjski biznesmen (świetny Karl Roden ) niby ubija interes z lokalnym panem i władcą (świetny Tom Wilkinson ), a w istocie próbuje go wyrolować. Ale rzecz nie ogranicza się oczywiście tylko do jednego wątku. Kilku drobnych oprychów, z godnie zastępującym Stathama Gerardem Butlerem na czele, musi oddać szefowi wszystkich szefów grube pieniądze. Ich problem zostanie rozwiązany przy nieświadomym udziale pewnej kreatywnej księgowej (Thandie Newton), właścicieli muzycznego klubu, narkomana oraz...cennego obrazu.

Dzieło sztuki, zmieniające właścicieli z dużą częstotliwością, to spoiwo łączące fabularne nitki, które Ritchie wysłał w cztery strony świata. Wszystko jest tu zapętlone w charakterystycznym dla niego stylu i zbiega się perfekcyjnie właśnie wtedy, kiedy musi wybrzmieć finał. Nad całością czuwa snujący narrację zza kadru Archy (mistrzowski Mark Strong), dystyngowany i emanujący spokojem gangster, któremu przypadnie na koniec najważniejsza rola: wykona zaskakujący wyrok. Bo poza smaczkami w rodzaju krytyki sztuki nowoczesnej czy nieźle poprowadzonego wątku gejowskiego, w "Rocknrolli" chodzi głównie o zdradę. A ona jest nie do pomyślenia w świecie kierujących się honorowym kodeksem towarzyszy-przestępców.

Oczywiście, Ritchie to twórca przewrotny, więc chwilę po tym, jak przedstawia bohaterów w konkretnym świetle, wywija kozła i stawia ironiczny nawias. Nie mitologizuje mafii w stylu Coppoli, nie odziera jej z naiwnych złudzeń niczym Scorsese - lawiruje gdzieś pomiędzy, przy okazji świetnie się bawiąc. Powrót na stare śmieci wyszedł mu na dobre, bo tryska humorem i opowiada zaiste wirtuozersko. Inscenizacja, montaż i zdjęcia tworzą wybuchową mieszankę: całość jest doskonale zrytmizowana i zorganizowana. Galeria postaci (m.in. zmultiplikowany Boris the Bulletdodger) reprezentuje klasyczną dla Ritchiego typologię, która jednak nadal bawi. "Rocknrolla" to przyjemna powtórka z rozrywki. Pytanie tylko: jak długo jeszcze, zanim nośna formuła zamieni się w zużyty szablon?

Autor: Błażej Hrapkowicz, Stopklatka.pl, 1 grudnia 2008